Uchy Dedonia - swoista mowa dziecięca

UCHY DEDONIA swoista mowa dziecięca

 

Czy można „pokeczupić” kanapkę? „Zatelefonić” do babci? Czym się różni „dzioban” od „stukana”? Czy łatwiej jest się „pocienić”, czy „pogrubić”? Konia z rzędem temu, kto odgadnie, czym jest „lejonek” i „pasidełko”. Większość opiekunów małych dzieci ma w pamięci lub notatkach mnóstwo zabawnie przekręconych słów i tyle samo takich, które są zupełnie nowymi tworami. 


Dlaczego mowa dziecięca fascynuje dorosłych? 

 

Każde dziecko, które dopiero uczy się mówić, przekręca głoski, skraca wyrazy, przestawia kolejność sylab, upraszczając sobie w ten sposób  trudy nauki ojczystego języka. Na okres od 3. do 7. roku życia przypada intensywny rozwój osobowości dziecka – jego mowa stale się rozwija i wzbogaca, nie tylko ilościowo, ale i jakościowo, a w trakcie rozwoju mowy dialogowej u dziecka kształtuje się tzw. wyczucie językowe. W okresie swoistej mowy dziecięcej następuje intensywny rozwój artykulacyjny, wzbogaca się zasób słownictwa, rozwija się umiejętność budowania zdań złożonych. Jednym z najbardziej fascynujących zjawisk pojawiających się w okresie mowy swoistej są „nowe słowa" czyli neologizmy dziecięce. Nierzadko nowe słowa dzieci okazują się tak trafne czy zabawne, że na dobre zadomawiają się w języku danej rodziny, stając się jej swoistą wizytówką, znakiem rozpoznawczym. Warto je zapisywać, by po latach przypomnieć naszym pociechom, jakie potrafią być kreatywne.

 

O czym świadczą dziecięce neologizmy?  

Pojawienie się w dziecięcym słowniku neologizmów jest naturalnym etapem rozwoju mowy. Dzieci najpierw przyswajają podstawowe reguły języka, a dopiero później wyjątki, dlatego potrzeba czasu i wsparcia ze strony dorosłych, aby małe dziecko uchwyciło nieregularne, nieco odmienne formy. Ogromnie ważne jest także, by dziecko przyswajające język, nawet jeśli samo mówi niepoprawnie, słyszało wokół siebie język poprawny, ponieważ bez tego wzorca i bez informacji zwrotnych ze strony najbliższych nie uświadomi sobie, że coś musi poprawić. Dziecięce innowacje językowe świadczą o tym, że dziecko opanowuje proces konstruowania słów i modyfikowania ich znaczenia. Jego operacje językowe, nawet jeśli nie są udane z normatywnego punktu widzenia, są bardzo ważnym doświadczeniem w rozwoju językowym i świadczą o sprawności umysłowej dziecka i jego kreatywności. Są dowodem na to, że dziecko próbuje wykorzystywać język i jego zasady do wyrażania siebie, swoich myśli i zamiarów oraz do nazywania rzeczywistości. Do dziecka docierają liczne informacje językowe, które maluch próbuje uporządkować i zorganizować w jeden system. Czyni to podświadomie, intuicyjnie poprzez analizę tego, co słyszy, i w ten sposób wyróżnia pewne powtarzające się cząstki w różnych wyrazach (morfemy gramatyczne i rdzenne). Budując nowe wyrazy, często posługuje się generalizacją i analogią, tworzy je na zasadzie podobieństwa formalnego i semantycznego do wyrazów już mu znanych. Korzysta przy tym z cząstek, które wyróżnia i którym przypisuje pewne znaczenie, a mając do dyspozycji kilka wariantów – wybiera ten najprostszy lub najczęstszy. Tak więc dziecko, tworząc neologizmy, zawsze kieruje się jakąś logiką albo jakimiś (nieuświadomionymi jeszcze) zasadami obowiązującymi w danym języku.

 

Mechanizmy powstawania neologizmów

W początkowej fazie rozwoju mowy są pewne słowa powtarzalne, pojawiające się u większości maluchów, takie jak am na określenie jedzenia, brum brum lub ti-tit na auto, buju – huśtawkę, lulu – spanie, be – coś brudnego, niedobrego czy mniam mniam na coś smacznego – trudno ocenić, czy wymyślają je same dzieci, czy może są one podsuwane przez dorosłych. Poniżej przedstawiam mechanizmy regulujące powstawanie neologizmów. Podane przykłady pochodzą z mojej praktyki logopedycznej – obserwacji dzieci uczęszczających na zajęcia, a także moich własnych. Najczęściej obserwowane zjawiska to: 
  • metatezy (przestawki) – polegają na przestawianiu głosek, sylab lub wyrazów w zdaniu, np.: „telefon” to letefon, „elementarz” – melelemtarz, „majonez” – majenoz, „jelonek” – lejonek, „lokomotywa” – lomokotywa, „ławka” – wałka, a np. kolor „różowy” to żórowy,
  • kontaminacje, czyli tworzenie słów z dwóch lub większej liczby wyrazów na zasadzie łączenia ich w jedno słowo. Polegają na tym, że dziecko, zamiast „zadzwonić”, może zatelefonić, pomasłować chleb – zamiast „posmarować masłem”, nawidelcować – czyli „nabrać na widelec”, karuzelować – „jeździć na karuzeli”, narzędziować – „pracować z użyciem narzędzi”, zaklamczyć – „zamknąć drzwi”, kolocować – „kłuć”, pocukrować – np. herbatkę, pokeczupić np. kanapkę czy nerwić się na kogoś  (na coś).
  • asymilacja – zjawisko upodobnienia, czyli zmiany postaci dźwiękowej głoski wynikającej z sąsiedztwa fonetycznego. Z moich obserwacji częste są: pami zamiast „pani”, spędzi – „swędzi”, „wulkan” – bulkan, „wafelek” – bafelek, wiesi, czyli „wisi”,
  • uproszczenia grup spółgłoskowych – polegają na zaniku jednej spółgłoski lub większej ich liczby w trudnej dla dziecka, złożonej artykulacyjnie grupie spółgłoskowej. I tutaj: „biedronki” to bebonki, „zupa pomidorowa” to zupa midolowa, „lokomotywa” – motywa, „chlebek” – bebek, a „papier toaletowy” to… paletowy,
  • elizje i substytucje są opuszczaniem lub nierealizowaniem głosek albo zastępowaniem jednej lub kilku inną, czysto brzmiącą głoską, np. s zamiast sz (safa – szafa). Zjawisko to, dopuszczalne w okresie kształtowania się mowy, uznać należy za patologię, gdy wykracza poza ramy wiekowe. 

 

Dzieci najpierw przyswajają podstawowe reguły języka, a dopiero później wyjątki, dlatego potrzeba czasu i wsparcia ze strony dorosłych, aby małe dziecko uchwyciło nieregularne, nieco odmienne formy.

 

Kolejna grupa to neologizmy, w których uwidacznia się dziecięca logika, niestereotypowe postrzeganie świata – to najciekawsze, najzabawniejsze, najbardziej zaskakujące przykłady twórczości dziecięcej: „łobuz” – brojarz (brojek), „perkusista” – perkusiant, „sprzedawca” – sklepacz, „opiekunka” – pilnowaczka, „lekarz” to badacz, a „stetoskop” to badanki. „Żelazko” to prasowaczka, „fontanna” –  

tryskawica, „wycieraczka samochodowa” to szybaczka, a „kierunkowskaz” – migadełko, zaś „stacja benzynowa” to tankownia. Pies hauczy zamiast „szczeka”, a na pysku nosi klatkę na nosie zamiast „kagańca”. „Koń” to patataj, „bocian” to dzioban, „dzięcioł” to stukan, „gołąb” – gruchu, a „ptaszki” ogólnie to ćwierkoty. Smak czegoś może być kłujący zamiast „ostry”, a kolory w początkowej fazie są: cytrynkowe, jabłuszkowe albo serduszkowe. Fantazja i pomysłowość dzieci jest nieograniczona. „Podgrzać” coś lub „schłodzić” to ocieplić lub ozimnić. „Schudnąć” lub „przytyć” – pocienić lub pogrubić. Tata może być kolcowaty, gdy kłuje nieogoloną brodą, a ktoś inny niesłuchliwy, gdy nie odpowiada na pytania. Przykładem typowo dziecięcej logiki jest historyjka sprzed kilku lat dotycząca moich córek. Niespełna 4-letnia Ala (Alicja) i nowonarodzona Nela. Na pytanie przypadkowo spotkanej kobiety, jak ma na imię, odparła: „Alicja”. „A Twoja siostra?”. Po dłuższej chwili zastanowienia dziewczynka odparła: „Nelicja”. W toku rozwoju mowy obserwuje się również liczne agramatyzmy: uszy to uchy, oczy – oki, a łokć to łokieć. Zamiast dlaczego pojawia się forma: dlaczemu? Dziecko często zmienia formy czasowników: stoiłam, boiłam, zdejmiołam – zamiast stałam, bałam, zdjęłam; odebrze, rozebrze zamiast odbierze, rozbierze to słówka, które do niedawna jeszcze funkcjonowały w słowniku mojej obecnie już 7-letniej córki. Podobnie jak zaraz to wytrzę zamiast „wytrę”.   

Dziecko, tworząc neologizmy, zawsze kieruje się jakąś logiką albo jakimiś (nieuświadomionymi jeszcze) zasadami obowiązującymi w danym języku.
 
Jeszcze innym kierunkiem poszukiwań słowotwórczych dzieci jest tworzenie zupełnie nowych wyrazów, zrozumiałych wyłącznie dla najbliższego otoczenia dziecka „Czasami odkrywamy w nich echa dorosłej mowy, a czasami zachodzimy w głowę, skąd to się wzięło”. Strączek pisze o takich wyrazach jak bajabola – „śpiewanie”, choła to… „słoń”, baje lub bąble – „bańki mydlane”, dedoń – „wielbłąd”, dżydżyt to „suwak”, pasidełko – „perfumy”.
 
Kiedy kończy się opisany proces?
Około 6., 7. r.ż. mowa powinna być opanowana pod względem dźwiękowym. Dziecko powinno poprawnie wymawiać wszystkie dźwięki, nawet te najtrudniejsze do opanowania, czyli głoski sz, ż, cz, dż oraz r; umieć porównywać oraz klasyfikować przedmioty pod względem wielkości, 
kształtu, koloru, ciężaru, funkcji użytkowej, dokonywać analizy i syntezy słuchowej wyrazów o prostej budowie fonetycznej (tzw. głoskowanie), wyodrębniać głoski na początku, na końcu i w środku wyrazu, samodzielnie wymyślać wyrazy rozpoczynające się na daną głoskę, wyróżniać liczbę sylab w wyrazie, określać położenie przedmiotu względem otoczenia, określać kierunki. Słownik mowy czynnej dziecka powinien liczyć ok. 3000–4500 słów.
 
Neologizmy to najciekawsze, najzabawniejsze, najbardziej zaskakujące przykłady twórczości dziecięcej. 
 
Mowa daje możliwość swobodnego komunikowania swoich uczuć i potrzeb, wyrażania własnego zdania, nawiązywania kontaktów społecznych – gdy jest niezrozumiała dla otoczenia, może powodować izolację od grupy, wywoływać niechęć, a w samym dziecku – nieśmiałość czy zakłopotanie. Warto zatem zadbać o przyszłość dziecka już na samym początku jego życiowej drogi i, jeśli rozwój mowy jest opóźniony, zasięgnąć fachowej porady logopedycznej. Wobec neologizmów dziecięcych istnieją dwa krańcowo różne stanowiska wartościujące i oceniające. Niektórzy eksperci dostrzegają w dziecku „genialnego lingwistę”, który samodzielnie dochodzi do form tworzonych w języku przez wieki. Inni uważają tę dziecięcą twórczość za bezużyteczną z racji tego, iż powstaje ona bez żadnej pomysłowości, podkreślając także, że tworzenie nowych nazw następuje „bez wysiłku woli i uwagi”. Stanowisko w tej kwestii każdy powinien zająć sam. Czy ignorować „twórczość” naszych dzieci, poprawiać je i wymagać poprawnych form? Czy włączać do domowego słownika zabawne słówka swojej pociechy, zapisywać je i wspominać po latach? Wybór należy do każdego z nas.
 

 

Aleksandra Wilmańska

 

Pedagog, logopeda, pracuje w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej we Włocławku, gdzie zajmuje się diagnozą i terapią logopedyczną. Prowadzi również na terenie poradni grupową terapię dla dzieci i młodzieży jąkającej się.
 
Literatura: 
• Demel G., Minimum logopedyczne nauczyciela przedszkola, 
Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1982.
• Kaczmarek L., Nasze dziecko uczy się mowy, Wydawnictwo Lubelskie, 
Lublin 1977.
• Łobacz P., Prawidłowy rozwój mowy dziecka [w:] GałkowskiT., Szeląg E.,  
Jastrzębowska G. (red.), Podstawy neurologopedii. Podręcznik aka
demicki, Uniwersytet Opolski, Opole 2005.
• Minczakiewicz E., Mowa. Rozwój – zaburzenie – terapia, Wydawnictwo 
Naukowe WSiP, Kraków 1996.
• Styczek I., Logopedia, Polskie Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1981.
• Strączek D., I kto to papla, Znak, Kraków 2009.

Galeria

Archiwalne wydania

Realizacja: Ideo
Powered by: CMS Edito
Copyright 2011 Edupress. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Administrator stosuje pliki "cookies". Informacje zbierane przy pomocy "cookies" pozwalają dostosowywać usługi i treści do indywidualnych potrzeb i preferencji Użytkowników, jak również służą do opracowywania ogólnych statystyk dotyczących korzystania przez Użytkowników z Serwisu.