W licealnej edukacji polonistycznej pamięć zajmuje miejsce szczególne. Jest ona przywoływana i rekonstruowana w każdym procesie analizy i interpretacji. Bez refleksji nad pamięcią trudno byłoby rozważać istotę tożsamości (indywidualnej i zbiorowej) czy tradycji.
Najczęściej jest to pamięć starannie pielęgnowana, odsłaniająca uczniowi dorobek kulturowy i cywilizacyjny, który warto poznać i zrozumieć. Natomiast bardzo mało miejsca poświęca się innemu wymiarowi pamięci, a więc temu, co przemilczane, wstydliwie skrywane, a czasami wręcz zbrodnicze – a to w takim samym stopniu buduje relacje człowieka z innymi jak szacunek wobec kulturowego dziedzictwa.
Współczesna refleksja nad pamięcią
Pamięć stała się dzisiaj przedmiotem szczególnego zainteresowania m.in. filozofów, historyków, literaturoznawców, publicystów, socjologów, psychologów. Eksponuje się jej wpływ na kształtowanie tożsamości, a także na relacje z innymi. Intelektualiści zwracają uwagę, że pamięć jest swego rodzaju etyczną powinnością, obowiązkiem – może bowiem służyć zarówno dobru, jak i złu. Ten moralny aspekt akcentuje np. Paul Ricoeur, który stwierdza:
Gdybyśmy zaniechali pamiętania i upamiętniania naszych najbardziej wstydliwych zachowań, skutkiem zapomnienia byłaby prawdopodobnie groźba recydywy .
Owej refleksji nad etycznym wymiarem pamięci towarzyszą też zmiany w sposobie myślenia o przeszłości, które określa się mianem rewanżu pamięci. W książce Jacka Żakowskiego (pod takim właśnie tytułem) została opisana istota tego procesu:
Coraz większą rolę odgrywa więc pełne emocji odkrywanie tego, czego poprzednio się głośno nie mówiło albo co było zepchnięte w społeczne zapomnienie – pamięć przemilczana czy raczej uciszona.
Nic dziwnego, że w takim intelektualnym – ale i społecznym czy politycznym – klimacie w wielu miejscach świata historia przestaje spajać, a zaczyna rozsadzać porządek (społeczny, polityczny, międzynarodowy) oparty na (czasem odwiecznym) konsensusie przemilczeń, mitów, zapomnień, kompromisów. Nowa historia, która w zachodniej kulturze nieoczekiwanie przestała być sprawą historyków, dość radykalnie zmieniła oblicze przeszłości .
Pamięć nie tylko żywi się pewną utrwaloną w tradycji koncepcją historii, ale i poczuciem krzywdy, zbiorowymi mitami, uprzedzeniami czy stereotypami. Odwołuje się zarówno do naukowej refleksji, jak i do emocji. Charakterystyczną cechą tego nurtu myślenia jest wyraźne opowiedzenie się po stronie przegranych – to w ich imieniu przywołuje się obrazy prześladowań, szowinizmu, nienawiści etnicznej, religijnej, rasowej czy zaplanowanej i bezwzględnie realizowanej eksterminacji. Towarzyszy temu domaganie się rekompensaty, zwłaszcza moralnej, ze strony katów oraz tych, którzy biernie przyglądali się zbrodni lub wiedząc o niej, nie ruszyli z pomocą. Rewanż pamięci jest więc też świadectwem poszukiwania źródeł etyki w człowieku – stara się bowiem odpowiedzieć na pytanie dotyczące postawy etycznej wobec dokonującego się zła.
Reportaż a rewanż pamięci
Na lekcjach języka polskiego w liceum warto zwrócić uwagę na nową odmianę reportażu, którą można nazwać reportażem metafizycznym i w ten sposób przybliżyć uczniom istotę rewanżu pamięci. W tym celu proponuję zestawić różnorodne definicje opisujące swoistość reportażu jako gatunku z wypowiedziami np. Wojciecha Tochmana i Mariusza Szczygła. W Biblii dziennikarstwa wydanej w 2010 r. stwierdzają oni: Nie ma reportażu obiektywnego. Reportaż musi być subiektywny .
Słowa te można potraktować jako manifestacyjne zerwanie z pewną tradycją myślenia o reportażu jako gatunku dziennikarsko-literackim, obejmującym utwory będące sprawozdaniami z wydarzeń, które autor bezpośrednio obserwował lub w których uczestniczył. Ten sprawozdawczy charakter miał być bowiem namiastką, a czasami dowodem obiektywizmu reportera, świadectwem jego bezstronności i dystansu. Tymczasem reportaż, zdaniem Szczygła i Tochmana, zmusza reportera do występowania w obronie pokrzywdzonych, cierpiących, biednych, a więc tych wszystkich, którzy są i czują się przegranymi we współczesnym świecie. A to skłania do zaangażowania na ich rzecz i zajęcia jasnego stanowiska; do wyboru albo-albo:
W reportażu świat pachnie, smakuje, jest mroźny lub gorący, jasny albo mroczny. Budzi spokój, wstręt lub strach. (…)
Dobry reporter oddaje się swojej pracy całkowicie, bo reportaż musi wypalić autora, wyciągnąć z niego całą energię. Wtedy jest szansa na to, że tekst będzie coś wart. Reportażu nie można pisać tanim kosztem, bez silnego zaangażowania, na pół gwizdka .
Reportaż literacki, jeśli ma unieść ciężar odpowiedzialności za los przegranych i krzywdzonych, musi zaskakiwać plastycznością i sugestywnością opisu, rozbudzać emocje, wywoływać przerażenie, a nawet szokować. Tochman i Szczygieł wyraźnie eksponują tę „misyjność” gatunku i jego rolę we współczesnym dyskursie humanistycznym:
Obecnie trzeba nazywać sprawy po imieniu, a nie bawić się w subtelne opisy świata. Dziś w reportażu nie musimy już pisać między wierszami. Trzeba używać mocniejszych barw, grubszych, odważniejszych kresek, głośniejszych dźwięków. Bo natłok informacji o ludzkim cierpieniu jest tak wielki, że to cierpienie się dewaluuje. Widzimy krew w telewizji i nic nas to nie obchodzi. Pijemy herbatę, jemy kolację. Trzeba więc starać się pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Dobrze byłoby, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przydarzyć .
Etyczna funkcja reportażu podporządkowana jest więc rewanżowi pamięci. Nie służy jedynie opisywaniu świata, wyjaśnianiu genezy wydarzeń, ich przebiegu i skutków. Opowieści o losach skrzywdzonych, prześladowanych i zabijanych stanowią element znacznie głębszej refleksji dotyczącej sensu cierpienia, zła, moralności. Stawiane są pytania o obecność Boga, o postawę wobec bólu, o wartość życia. Odkrywanie pamięci przemilczanej, uciszanej, tłamszonej wprowadza podróżującego reportera w obszar rozważań metafizycznych i skłania go do próby sformułowania odpowiedzi o naturę dobra i zła. Dlatego właśnie można mówić o powstaniu reportażu metafizycznego jako nowej odmiany gatunkowej.
Walka o pamięć
Rozważania te wymagają dopełnienia konkretnym przykładem. Dlatego proponuję na lekcjach języka polskiego analizę reporterskiego tomu Wojciecha Tochmana zatytułowanego Jakbyś kamień jadła . Znakomicie wpisuje się on bowiem w poetykę rewanżu pamięci i stanowi dobrą egzemplifikację przeobrażeń gatunkowych reportażu. W tej krótkiej książce nie tylko opisano los konkretnych ludzi, którzy podczas wojny na Bałkanach (a zwłaszcza na terenie Bośni i Hercegowiny) stracili swoich najbliższych oraz swoje domy wraz z dorobkiem całego życia. Ta opowieść sięga znacznie głębiej – to próba przedstawienia świata, w którym przemoc dokonała spustoszeń w człowieku.
Tochman, zapraszając czytelnika w podróż po bałkańskich drogach i bezdrożach, pokazuje mu, jak wygląda świat po ludobójstwie, które dokonało się niemal w środku demokratycznej Europie, na jej oczach i przy jej biernej postawie. Zadaje niewygodne pytanie – czy wobec tak bezwzględnego zła wartości nie są zbyt słabe? Biorąc udział w identyfikacji zwłok i rozmawiając ze świadkami okrytnych wydarzeń, pokazuje, jak zło zamazuje dowody swego istnienia i niszczy ślady pamięci o tych, których zniszczyło.
Warto wraz z uczniami wypisać miejsca, w których odnajdywano ciała pomordowanych ludzi – a więc masowe groby, studnie, jaskinie, wysypiska śmieci czy tzw. sekondarne grobnice. Obserwując pracę doktor Ewy Kolonowski (antropolożki) i jej determinację w identyfikowaniu ofiar aktów ludobójstwa, Tochman pokazuje, że czas i przyroda nie są sprzymierzeńcami w walce o ocalenie pamięci o zamordowanych:
Nie tak prosto było doliczyć się ofiar. Z powodu czasu, który upłynął (sześć lat po morderstwie), i z po¬wodu pochyłego dna jaskini (sześć na osiem metrów). Kiedy mięśnie i chrząstka zabitych przestawały istnieć – kości ześlizgiwały się w dół i mieszały z innymi .
Można dokładniej przeanalizować tę „technologię” zacierania śladów zbrodni, która polegała też na grabieżach – zdewastowano domy ofiar i domy, które trzeba było opuścić w wyniku porozumienia pokojowego podpisanego w Dayton; zniszczono infrastrukturę gospodarczą oraz wszelkie dowody współistnienia – Chorwatów, Serbów i Muzułmanów. Takie działanie pustoszy pamięć i niszczy tożsamość, sankcjonując powojenne status quo, o czym przekonuje fragment opisujący Srebrenicę:
Na piętnaście tysięcy mieszkańców – jedenaście to nietutejsi. Są z Sarajewa, z Vogoszci, z Iljasza, z Donjego Vakufu, z Bugojna, z Glamocza. Dlatego większość nie potrafi wskazać ani jednego miejsca, gdzie jeszcze pięć lat temu stał meczet. Pięć białych meczetów stało kiedyś w Srebrenicy. Po żadnym nie ma śladu, kamienia.
Zacieranie pamięci o dokonanych zbrodniach jest procesem trwającym znacznie dłużej niż okres eksterminacji – żyją przecież świadkowie, a także rodzą się kolejne pokolenia, zarówno ofiar, jak i katów. Strach przed rewanżem pamięci jest na tyle duży, że wymaga także działań urzędowych – m.in. dlatego serbskie władze Srebrenicy, miasta przeklętego, gdyż kojarzonego z masakrą Muzułmanów, chcą zdjąć z siebie ten ciężar, zmieniając jego nazwę na Srbobran (‘Serb Broni’) . Z kolei Serbowie spotkani w Sokolacu uciekają przed aparatem fotograficznym, ukrywają twarze, znikają z ulicy, gdy przyjeżdża ktoś obcy. Także oni obawiają się przede wszystkim rewanżu pamięci (…)
Więcej przeczytacie w artykule Krzysztofa Koca „Mroczne tajemnice pamięci w Jakbyś kamień jadła Wojciecha Tochmana” w najnowszym wydaniu (2/2012) „Polonistyki”.