Warto przeczytać

30.06.2011

George Polya – znany i nieznany

– Polya? Aha, „Jak to rozwiązać?”. Każdy, kto przeszedł kurs dydaktyki matematyki, obco brzmiące nazwisko i ten tytuł pamięta. Niestety, najczęściej tylko tytuł...

Nauczyciele i dydaktycy mówią o Polyi jako twórcy heurystyki. Prowadzący ambitne kursy analizy matematycznej wykładowcy – jako o autorze oryginalnych zbiorów zadań.
Matematycy i chemicy (o nich dalej) z nazwiskiem Polya kojarzą przede wszystkim nazwane nim twierdzenia i metody z różnych dziedzin. Bo był Polya jednym z tych „nielicznych uczonych, którzy są nomadami z własnego wyboru, a mają kluczowe znaczenie dla rozwoju dyscyplin naukowych” – jak o sobie powiedział Benoît Mandelbrot.


George) György Pólya urodził się w roku 1887 w żydowskiej rodzinie, od pokoleń osiadłej w Budzie, która w roku 1872 stała się częścią nowo powstałego Budapesztu. To rdzennie węgierskie nazwisko przyjął jego ojciec Jakab Pollák w roku 1882 w nadziei, że pomoże mu w otrzymaniu upragnionego stanowiska uniwersyteckiego. Otrzymał je niedługo przed śmiercią; trudno jednak orzec, w jakim stopniu pomogła mu w tym „madziaryzacja” nazwiska. W rodzinie Pólyi zaszła w roku 1886 jeszcze jedna zmiana: przejście na katolicyzm. Tak więc György, czwarte dziecko Jakaba i Anny, urodził się już jako katolik i w rok potem został ochrzczony. Miał dwóch braci. Starszy, Jenő, był jednym z najwybitniejszych chirurgów, znanym w Europie i Ameryce. W 1939 został honorowym członkiem American College of Surgeons. Został zamordowany przez węgierską nazistowską bojówkę w grudniu 1944 roku podczas sowieckiego oblężenia Budapesztu. Młodszy, Lásló, był uważany za najzdolniejsze z dzieci. Niepomna niepowodzenia męża w zawodzie prawnika, matka skierowała Lásló na takież studia. Niestety, szansę kariery odebrała mu śmierć na wojnie.


W szkole średniej ulubionym przedmiotem George’a była – nie, nie matematyka – biologia. Jego oceny z matematyki nie były najwyższe: końcowa ocena z geometrii to dostateczny, nieco lepiej szła mu arytmetyka. Czy powodem byli kiepscy nauczyciele (wyrażał się później o nich nie najlepiej) czy program, kładący nacisk na naukę pamięciową (budził potem podziw wśród amerykańskich kolegów, recytując z pamięci Homera, Dantego, Schillera, Goethego i Heinego)?
Studia na Uniwersytecie Budapeszteńskim umożliwił młodszemu bratu Jenő, wtedy już wzięty chirurg. Z początku było to... znowu prawo. Lecz po jednym semestrze George uznał je za tak nudne, że przerzucił się... na matematykę? Nie – na językoznawstwo i literaturę, gdzie po dwóch latach otrzymał dyplom uprawniający do nauczania węgierskiego i łaciny. Był z niego bardzo dumny, lecz nigdy go nie skonsumował. Ogromnie za to zainteresowała go... matematyka? Nie – filozofia. Profesor Alexander, u którego podjął studia, poradził mu, by zapisał się na fizykę i matematykę, co „pomoże w zrozumieniu filozofii”. W intencji miało to być zapoznanie się z podstawami tych nauk. Jednak George z ciekawości poszedł na wykład analizy profesora Beke. „Spojrzał na mnie, nieznanego studenta, i zaczął kartkować indeks” – opowiadał Polya. „No, no, przychodzisz do matematyki z filozofii. Wrócisz do filozofii, ale nie zrób tego za szybko – powiedział i podpisał indeks”. Ta prognoza sprawdziła się tylko częściowo: Polya na resztę życia związał się z matematyką, na którą miał filozoficzne spojrzenie. I być może to jego książki zaraziły tym spojrzeniem Lakatosa.


Na pytanie, dlaczego został matematykiem, Polya miał dowcipnie odpowiedzieć: „Myślę, że jestem nie dość dobry do fizyki i za dobry do filozofii; matematyka jest pośrodku.”
Na Uniwersytecie Budapeszteńskim Polya uczył się u wielkich: fizyki u Eötvösa i matematyki u Fejéra. Jako trzy czynniki najważniejsze dla jego ostatecznego skierowania się ku matematyce Polya wymienia Fejéra, konkurs matematyczny im. Eötvösa (którego zresztą nie udało mu się wygrać) i związane z nim czasopismo. Rosła w nim pasja do matematyki, jednak nie gasło zainteresowanie fizyką. W czasie rocznego pobytu w Wiedniu (1910–1911), gdzie czas musiał dzielić między studia i dające utrzymanie korepetycje, uczęszczał między innymi na wykłady z teorii względności i optyki. W następnym roku wrócił do Budapesztu, by po samodzielnej pracy przygotować dysertację „O pewnych problemach rachunku prawdopodobieństwa i dotyczących ich całek oznaczonych”, na podstawie której obronił doktorat na Uniwersytecie Budapeszteńskim.
W latach 1912 i 1913 wiele czasu spędzał w Getyndze – wówczas Mekce matematyków, gdzie znalazł się w kręgu takich tuzów jak Klein, Carathéodory, Hilbert, Landau, Weyl, Courant i Toeplitz. Te wizyty skończyły się jednak po mało chlubnym zdarzeniu. Oto, jak je w liście do Ludwiga Bieberbacha sam opisał.
Na Boże Narodzenie 1913 jechałem pociągiem z Zurychu do Frankfurtu i posprzeczałem się z pewnym młodym człowiekiem z ławki naprzeciw, gdy upadła na podłogę moja walizka. W podnieceniu sprowokowałem go, a gdy nie zareagował – dałem mu po uchu. Okazało się, że był to syn pewnego wysokiego urzędnika, w dodatku studiował w Getyndze. Po różnych perturbacjach senat uniwersytetu zdecydował o skreśleniu mnie (…)

Fragment artykułu StefanaTurnau „George Polya (1887–1985) – znany i nieznany” z najnowszego wydania 6/2011 „Matematyki”.

Fotogaleria

Wielki Kanion Kolorado

Sonda

Newsletter

Bank Wiedzy

Zaloguj Zarejestruj się
Bezpłatne materiały do pobrania
Realizacja: Ideo
Powered by: CMS Edito
Copyright 2011 Edupress. Wszelkie prawa zastrzeżone.