Rozmowa z Iwoną Chmielewską ilustratorką, a także autorką książek dla dzieci i dorosłych. Jej główną pasją stało się tworzenie książek, w których obraz i tekst pełnią równorzędne funkcje.
Elżbieta Kruszyńska: Zacznijmy od ustaleń terminologicznych: „książka z obrazkami”, „książka obrazkowa”, „książka obrazowa”, picture book – które z tych określeń jest właściwe i co się pod nim kryje?
Iwona Chmielewska: Jestem zwolenniczką terminu picture book, choć niezręcznie brzmi jego tłumaczenie: „książka obrazkowa”. Uważam, że określenie „książka obrazkowa” infantylizuje gatunek, sugerując, iż
jest to książka z obrazkami, książka, do której dołączone są ilustracje jako ozdobniki.
E. K.: Po czym możemy rozpoznać picture book, wchodząc do księgarni? Czy można określić jakieś cechy gatunkowe tego typu utworów?
I. Ch.: W Polsce – w przeciwieństwie do innych krajów – nie ma opracowań teoretycznych na temat picture book. Trudno też jednoznacznie stwierdzić, kto ma się zajmować jej badaniem: czy literaturoznawcy, czy
artyści plastycy, a może kulturoznawcy, historycy sztuki, czy też pedagodzy (z uwagi na ich przesłanie wychowawcze). Picture book jako materiał daje wiele możliwości i otwiera przeróżne ścieżki badawcze. Jest to książka ikonolingwistyczna, w której teksti obraz pełnią zwykle równorzędną rolę. Czasem wiodącą funkcję pełni obraz, zaś krótki, kilkuzdaniowy tekst jest właściwie pretekstem do zbudowania opowieści na
podstawie obrazu. Tekst nie może być zbyt „pokazujący”. Jeśli szczegółowo opiszesz sytuację, to co pokażesz na obrazie? Tekst trzeba ociosać ze zbędnych słów, maksymalnie go uprościć, a słowa, których nie ma, pokazać na obrazie. Tekst w picture book jest bez obrazu w pewnym stopniu nie do odczytania,
nie funkcjonuje autonomicznie, ponieważ rozwiązanie opowieści znajdujemy dopiero w obrazie. Podobnie z obrazem – sam jest niepełny. Dopiero związek tych dwóch płaszczyzn, spójność obrazu i tekstu daje nam
picture book.
E. K.: Jak powstaje taka książka, jakie są kolejne etapy, który z nich jest najtrudniejszy, zajmuje najwięcej czasu?
I. Ch.: Najtrudniejsze jest i najdłużej trwa wymyślanie książki. Potem praca przebiega już dość szybko. Jeśli chodzi o kolejność, to różnie bywa: czasem najpierw powstają obrazy, innym razem tekst. Jeśli obrazy powstają na początku, to muszę je najpierw poukładać w kolejności w pewną spójną wewnętrznie
historię, stworzyć scenariusz. Potem tworzę tekst, nieoczywisty, mijający się w pewien sposób z obrazem.
Całą rozmowę Elżbiety Kruszyńskiej z Iwoną Chmielewską pt. Picture book znajdziecie w najnowszym (3/2011) wydaniu „Polonistyki”.